Jedne wyglądają, jakby narysowało je dziecko, inne, jakby się upiły i przyłapano je o 3 w nocy na imprezie. Oto 10 najbrzydszych zwierząt na ziemi. Są tak brzydkie, że aż piękne! Tylko takich chętnych na tatuaże, ma 26-letnia Brazylijka, Helena Fernandes. Dziewczyna nie wstydzi się przyznać, że nie ma zdolności plastycznych. Zresztą, wystarczy spojrzeć na jej projekty, aby samemu się tego domyślić… Jej rysunki wyglądają tak, jakby namalowało je dziecko. I choć mogłoby się wydawać, że takimi modelami nie zainteresuje się żaden nabywca, na wybiegach mody oraz w ekscentrycznych teledyskach sprawdzają się idealnie. Zobaczcie kilka najbardziej awangardowych par m.in. z kolekcji Alexandara MCQueena, Ricka Owensa czy Jean-Paul`a Gaultier. Współczujemy modelkom, które w tych dziwacznych Brazylia. Brazylijczycy najczęściej nadają chłopcom imię Miguel. Z kolei najpopularniejszym imieniem dla dziewczynki jest Julia - tak samo jak w Polsce. Zobacz także: Oto najpopularniejsze imiona dla dzieci w 2020 roku. Pierwsze miejsce na liście zaskakuje. Dzięki rekordom ustalono, że Brasilodon quadrangularis chodził po ziemi 225 milionów lat temu. Zamieszkiwał najbardziej wysuniętą na południe część dzisiejszej Brazylii. Zidentyfikowanie go jako najstarszego ssaka w historii rzuca nowe światło na jego współczesnych potomków i kuzynów. Vay Tiền Nhanh Chỉ Cần Cmnd Nợ Xấu. Wystarczy spędzić chwilę w domu Dżambułata Chatochowa, by zostać wchłoniętym przez jego pusty świat. "Tu nie ma nawet jednego mebla, którego on by nie zniszczył" - lamentuje matka chłopca Nelia, kiedy przycupnąłem na stołku, ledwie trzymającym się na kilku gwoździach. Sześcioletni Dżambułat ma 1,40 metra wzrostu, ale waży 95 kilo. Od czasu, gdy skończył trzy lata, uznawany jest za największe dziecko na świecie, ale widok tego skąpo umeblowanego otoczenia, gdzie 38-letnia Nelia mieszka z fenomenem zwanym "Dżambikiem" i jego zupełnie zwyczajnym, chudym bratem Muchą, potwierdza prawdę, że sława nie zawsze oznacza fortunę. Chłopiec jest tak ogromny, że w jego życiu na nic innego nie ma już miejsca. Stał się zakładnikiem uwagi, jaką mu wszyscy poświęcają. Ludzie podtykają mu jedzenie i rozprawiają, jaki jest duży. Z wielką przyjemnością rzuca swoje ciało na jedyny cały mebel, czyli żelazne łóżko, i uśmiecha się, słysząc, jak ono pod nim jęczy. Ludzie miewają różny stosunek do otyłości. Czy Dżambik to tragiczny przypadek, który wymknął się spod wszelkiej kontroli, komiczny grubasek, czy po prostu dziecko z dużą nadwagą? Czy on sam to wie i czy w ogóle go to obchodzi? Być może nawet widzieliście go, bo jego zdjęcia często używane są do zilustrowania skrajnej postaci dziecięcej otyłości.(…) O Dżambiku wiadomo niewiele ponad to to, że ma talent do zapasów i mieszka w Kabardyno-Bałkarii, biednej republice w południowej Rosji. Nelia twierdzi, że za jego wagą nie kryją żadne nadzwyczajne przyczyny. Urodził się, jadł trzy czy cztery razy dziennie i po prostu rósł. Ale życia, jakie przypadło mu wieść dzięki tak niezwykłym rozmiarom, nie da się równie łatwo podsumować. Oto opowieść o sześciolatku, który jest więźniem swego ogromnego ciała i zafascynowanego nim świata dorosłych. Dziecko jest miejscowym bohaterem i nietrudno je odnaleźć. Jego matka Nelia zgadza się ze mną spotkać, ale zaczyna przez telefon dopytywać się o "honorarium". Inni dziennikarze oferowali bez wahania 500 dolarów, żeby zobaczyć się z Dżambikiem, twierdzi Nelia. Tłumaczę, że nasza gazeta nie płaci za informacje, ale czując, że w ten sposób niczego nie osiągnę, dodaję, że mógłbym w drodze wyjątku zapłacić 5000 rubli (100 funtów). Od tego momentu jedyne, o czym Nelia chce rozmawiać, to pieniądze. Stara się wyciągnąć ode mnie dwa razy więcej, niż zaproponowałem. Kiedy przybyłem do Tereku, oddalonego o godzinę drogi od stolicy republiki, Nalczyku, zrozumiałem, dlaczego. W mieście jest mnóstwo zieleni i... niewiele więcej. Mucha, Dżambik i jego sława to wszystko, co ma Nelia, samotna matka zarabiająca jako pielęgniarka równowartość 60 funtów miesięcznie. Zabieramy chłopca ze szkoły, a mój laptop i aparat fotografa natychmiast włączają nas w świat darzący go tak nieproporcjonalną uwagą. "Wszyscy go uwielbiają - mówi jego nauczycielka Zenia Chadinowa, kiedy koledzy Dżambika gromadzą się wokół, pozując do zdjęć. - Jest wysportowany, lubi śpiewać i uczyć się angielskiego. Dzieci nie dokuczają mu, a wyniki w nauce ma przeciętne. Nie można być najlepszym we wszystkim" - dodaje. Nelia mówi mi, że dwa lata temu jej syn był na badaniach w Moskwie i okazało się, że jest zdrowy. "Wszystkie narządy ma proporcjonalne. Tylko raz zachorował na grypę. Je trzy razy dziennie, czasami cztery. Jak się urodził, ważył niespełna trzy kilo" - opowiada. Powinniśmy wspomnieć w tym momencie, że Dżambik, który przeważnie spogląda w podłogę, jest naprawdę bardzo gruby. Jego rzęsy sterczą wypychane wałkami tłustych powiek. Grube uda zwieszają się nad kolanami. Nadgarstki wyglądają jak pokąsane przez pszczoły. Kiedy idzie po schodach, słychać dudnienie. Nie jest zbytnio rozmowny, ale próbujemy znaleźć trochę spokoju w pobliskim parku. Siada na ławce, a koledzy jego brata wciąż kręcą się koło nas. "On jest znany nie tylko u nas, ale na całym świecie" - mówi 14-letni Murat, po czym wyjawia, że Dżambik ma w szkole przezwisko "Boba", czyli gladiator. Zadaję pytania o szkołę, sport, o jego wielką posturę. W odpowiedzi słyszę kilka słów szkolnej angielszczyzny: "My name is Dzhambik". Po chwili dodaje z pomocą Nelii: "I like to be big". (...) Kiedy Nelia ściąga mu zapaśniczy trykocik i zakłada piłkarską koszulkę z napisem "Ronaldinho", on uderza ją kilka razy. Kobieta stara się zamaskować to śmiechem. Unosi w górę jego szorty, rozmiar 58, i mówi: "Koszmar". Po chwili pyta mnie: "Czy takie dziecko ma przed sobą przyszłość? A może zainteresowaliby się nim jacyś brytyjscy producenci telewizyjni?". Ponieważ olbrzym jest wyraźnie zmęczony, kończę tę rozmowę. Następnego dnia spotkaliśmy się w salonie gier wideo Wostok. Dżambik uwielbia to miejsce - z wzajemnością. Gdy jej dwóch synów w otoczeniu gromadki dzieciaków bawi się przy japońskich symulatorach samochodowych wyścigów, Nelia mówi do mnie: "On wcale nie je tak dużo". I po chwili dodaje: "Ale cieszy się, że jest taki wielki. To żaden wstyd. Lubi pokazywać ludziom, jaki jest silny". Nelia twierdzi, że tacy ogromni ludzie często trafiają się w Kabardyno-Bałkarii, rejonie z sennymi miasteczkami uzdrowiskowymi, położonymi w idyllicznej zieleni na północnym Kaukazie, dwie godziny drogi samochodem od Czeczenii. W tej muzułmańskiej głównie republice, jednej z najbiedniejszych w Rosji doszło w październiku do rozruchów w Nalczyku, kiedy budynki policji zaatakowały setki miejscowych członków nielegalnej organizacji islamskiej utworzonej w odpowiedzi na brutalność i korupcję władz. Ale rodzinne miasto Dżambika, Terek, miejsce legend i tradycji, wydaje się jak z innego świata. Nelia wspomina o kabardyńskiej legendzie Sosruka, mówiącej o przyjaznym olbrzymie urodzonym w pewnej wiosce. W tej okolicy, gdzie bardzo popularne są zapasy, gabaryty chłopca uchodzą za wielki sportowy walor. Dżambik i Mucha są tego samego wzrostu, ale różni ich osiem lat i blisko 60 kilo. Chłopcy mieli różnych ojców. Ojciec Muchy, a także 18-letniego syna Nelii, Rezuana, służy obecnie w wojsku na granicy z Chinami. Porzucił ich dawno temu. Ojciec Dżambika, Michaił, taksówkarz żył z Nelią przez pięć lat, ale też odszedł, wkrótce po narodzinach chłopca. Odwiedza nas jakieś dwa razy w miesiącu, mówi kobieta. "Jego dziadkowie byli ogromni. Michaił urodził się jako jeden z trojaczków i mówimy, że Dżambik jest taki duży, bo wziął wszystko po całym rodzeństwie i przodkach ojca" - dodaje. Dżambik zaczął rosnąć dwa razy szybciej niż inne dzieci, kiedy skończył miesiąc, twierdzi Nelia. "Po roku ważył 15 kilo, bez kłopotów zaczął chodzić i mówić. Zawsze lubił dźwigać różne ciężary i uprawiać sport". Podczas ich pierwszej wyprawy do Moskwy w 2003 roku, kiedy na pierwszej stronie najpopularniejszej rosyjskiej gazety "Komsomolskaja Prawda" ukazała się informacja o Dżambiku, skontaktowała się z nimi organizacja notująca różne niezwykłe rekordy. Na fali rosnącej sławy odbyli podróże na Ukrainę, do Gruzji, Tokio, Francji, Niemiec i Czech. Nelia spogląda z miłością na obu synów. "Kiedyś zostaną mistrzami olimpijskimi i będą mi pomagać"- mówi. - Przenosimy się do Nalczyku, żeby Dżambik miał fachowego trenera i nauczył się pływać. Lekarze mówią, że to wyjątkowe dziecko. On ma już psychikę dorosłego. Umie rozeznawać się w różnych sytuacjach jak dorosły człowiek". Gdy chłopcu zabrakło żetonów do gry, podszedł do mnie. Rzucając ze złością jakieś zabawki na stolik, przy którym siedzieliśmy z Nelią, powiedział: "Nick, grać ze mną samochody!". Po samochodach przyszła pora na lody. Kupiłem chłopcom po jednej porcji. Kiedy siedzieliśmy przed salonem gier, Dżambik maltretował Muchę, ale ani Mucha, ani Nelia nie zwracali mu uwagi. Jakaś kobieta zapytała, czy może sobie zrobić zdjęcie z olbrzymem. Kiedy chłopcy zaczęli się nudzić, poszliśmy do wesołego miasteczka, gdzie Dżambik szybko stał się główną atrakcją. Właściciel lunaparku pozwolił nam za darmo korzystać ze wszystkiego, a powody tej hojności szybko się wyjaśniły: za chłopcem krok w krok podążał tłum ludzi, którzy chcieli zrobić sobie z nim zdjęcie. "Wszyscy do niego podchodzą. On jest tym zmęczony" - westchnęła Nelia. Za każdym naciśnięciem migawki twarz Dżambika rozciągała się w uśmiechu, najwyraźniej ćwiczonym od lat. Siedzieliśmy przez kilka minut w kawiarni, po czym kolejna grupa rzuciła się, by zrobić sobie zdjęcia z niezwykłym dzieckiem. Niektórzy ludzie siedzący przy sąsiednich stolikach byli poirytowani zakłócaniem ich spokoju. Dżambik uwielbia też jeździć samochodzikami elektrycznymi i kiedy udało mu się uderzyć w mój, uniósł środkowy palec. Po czwartej darmowej przejażdżce wróciliśmy do miasta, żeby zjeść jakiś normalny posiłek. Kelnerki też chciały zrobić sobie z nim zdjęcie. Człowiek przy stoliku obok zapytał, czy może mu kupić lody. "Tak ludzie reagują, kiedy nas widzą" - powiedziała Nelia. Zapytałem, czy Dżambik, pochłaniający właśnie czwartego loda w ciągu kilku godzin, nie mógłby ograniczyć jedzenia. "On nie zawsze tyle je" - zaczęła tłumaczyć z pewnym zakłopotaniem Nelia. Gdy skończył lody, chwycił za kawałek chleba. "Przestań" - powiedziała Nelia i chłopiec odłożył kromkę. Dżambik i jedzenie to skomplikowany związek. Przyniosło mu sławę, ale gdyby przestał tyle jeść, na resztę życia stałby się tylko człowiekiem, który kiedyś był największym dzieckiem świata. Nelia nie mówi wiele o tym, jak będzie wyglądać jego dorosłe życie, ale wydaje się pewna, że z jego zdrowiem jest wszystko w porządku. Pokazuje mi dwa orzeczenia sporządzone przez moskiewskich lekarzy. Doktor Sergiej Podułow, który badał Dżambika w 2003 i 2004 roku, stwierdził: "Chłopiec jest absolutnie zdrowy. Nie ma żadnych schorzeń". Powiedział, że dziadek Dżambika to też był "bogatyr", jak Rosjanie określają łagodnych olbrzymów. Oba orzeczenia kończą się zaleceniem, by chłopiec uprawiał zapasy i sumo. Nelia nie ma środków, by poddawać Dżambika dalszym badaniom w drogim i czasami bezwzględnym świecie rosyjskiej opieki zdrowotnej. "Po co mam go ciągle badać, skoro jest zdrowy? Lot do Moskwy dużo kosztuje, a on bardzo nie lubi pobierania krwi". Obaj chłopcy zafascynowani są wieżą stereo (40 funtów) podarowaną im przez naszą wielkoduszną gazetę. Proszę Dżambika, by wymienił, co najbardziej mu się podoba. "Ta wieża - mówi. - I twój zegarek (20 funtów, już jest na jego ręku). I pieniądze". Chichocząc chowa twarz pod ramieniem Nelii. Kiedy wręczałem jej później 8000 rubli (160 funtów), spojrzała na mnie i powiedziała: "Jeśli to twoje pieniądze, to nie chcę. Wezmę je tylko jeśli są od gazety". Poprosiła, żebym dał jej to na osobności. "Nie chcę, żeby dzieci wiedziały, skąd mam pieniądze" - wyjaśnia. Kiedy ruszyłem do wyjścia, a oni zaczęli wracać do swego normalnego rodzinnego życia, znów uderzyła mnie pustka tego mieszkania. Nelia, z twarzą zaczerwienioną od wiosennego słońca, zmęczoną występowaniem w roli łącznika swego niezwykłego syna ze światem zewnętrznym, wyszła za mną na schody i powiedziała błagalnym głosem: "Proszę nie pisać o nas niczego złego". Malina Prześluga"Najbrzydsze zwierzę świata"reż. Laura Słabińska"Najbrzydsze zwierzę świata" - nowa komedia familijna w MiniaturzeNa zamówienie Teatru Miniatura jedna z najzdolniejszych polskich dramatopisarek napisała familijną komedię romantyczną, której akcja zabierze widzów na dno oceanu, plan filmowy i - oczywiście - na lotnisko. Prapremiera na żywo 29 maja o a online 30 maja o na platformie Dla widzów 6+29 maja o wreszcie na żywo pokażemy prapremierę "Najbrzydszego zwierzęcia świata", które specjalnie na nasze zamówienie napisała jedna z najbardziej cenionych polskich autorek sztuk dla dzieci Malina Prześluga. Z kolei 30 maja o odbędzie się też premiera online, skierowana do tych wszystkich, którzy nie mogą zasiąść na widowni w Gdańsku. Malina Prześluga słynie z nietypowych bohaterów i tak też będzie w tym wypadku - pojawi się Rekin, Fenek i Guziec, ale także Jajko, Ziemniak, Hugh Grant i Krystyna To komedia pełna zwariowanych i barwnych postaci, gagów, sztuczek i dobrego, często złośliwego, humoru - zapowiada Punch Mama, pod którym to pseudonimem ukrywa się Laura Słabińska, reżyserka spektaklu, która pierwszy raz reżyseruje w spektaklu zwierzęta walczą o tytuł najbrzydszego na świecie, a Rekin chce zostać filmowym amantem. "Najbrzydsze zwierzę świata" ma pomóc dzieciom zbudować wewnętrzną odporność na oceny, pokazać, że możliwy jest dystans do rankingów, że nie w każdym konkursie trzeba startować, nie każda wygrana ma wartość, a przede wszystkim, że warto wychodzić poza etykietki, nie dawać się im uwięzić, ale jak śpiewał Młynarski robić swoje. Pozwala się też pośmiać z naszej tendencji do oceniania, porównywania się, łatwego nabierania na różne błyskotki i spojrzeć z większą czułością na otaczający świat i wszystkie zamieszkujące go W dzisiejszym świecie, pełnym koloryzowanych zdjęć na Instagramie, operacji plastycznych, wciąż niestety wszechobecnego kultu pięknego ciała i wymalowanych twarzy, niezwykle istotne jest, by przypominać widzom, co jest najważniejszą wartością - dodaje nad spektaklem towarzyszyło edukacyjno-artystyczne doświadczenie - Zespół Edukacji poprowadził cykle warsztatów dla rodzin z dziećmi, klas szkół podstawowych oraz nauczycieli. Uczestnicy zapuścili sondę badawczą w takie zagadnienia jak budowanie adekwatnej samooceny niezależnej od opinii innych oraz zdrowego dystansu do celebryctwa i powierzchownych systemów ocen (bycia naj, lajków, konkursów, rankingów). Porozmawiali o akceptacji i braku akceptacji samego siebie, kanonach brzydoty i piękna, strategiach radzenia sobie z odrzuceniem czy Punkt widzenia i doświadczenia naszych widzów są dla nas bardzo ważne i wzbogacają proces powstawania spektaklu, stąd pomysł na cykle spotkań warsztatowych z różnymi odbiorcami, których traktujemy też jako współtwórców - komentuje Monika Tomczyk, pedagożka zespole realizatorów spektaklu znalazł się Dariusz Panas, scenograf o wyjątkowej fantazji, znany trójmiejskim widzom ze spektaklu "Tajemnica kina" i "Tajemnica diamentów" w Miniaturze, Filip Sternal, kompozytor i aranżer, specjalizujący się w muzyce teatralnej i filmowej, oraz Przemysław Żmiejko, reżyser i autor premierą online, 30 maja, o godzinie na Facebooku odbędzie się spotkanie na żywo z artystami i lalkami ze Malina Prześlugareżyseria: Punch Mamascenografia: Dariusz Panasmuzyka: Filip Sternalmultimedia: Przemysław Żmiejkoasystentka reżyserki: Katarzyna JezierskaObsada: Rekin, Lustro Wody, Retro Rekin | Krystian WieczyńskiBerta, Retro Berta | Agnieszka GrzegorzewskaPan Bóg | Andrzej ŻakAsystentka, Beata, Płaszczka | Edyta Janusz-EhrlichKelner, Fenek, Reżyser, Plastik | Jakub EhrlichGolec, Mariusz, Płaszczka | Wojciech StachuraBlobfish, Członek Ekipy, Płaszczka | Hanna MiśkiewiczGuziec, Ziemniak, Jajko, Lalkarz, Członek Ekipy | Jacek Gierczak Boska Ekipa | Zbigniew Okęcki, Jacek Kaczkowski, Michał Skolimowskiw roli Krystyny Czubówny Krystyna Czubówna Brzydki jak… No właśnie? Jak dokończyć to porównanie? A może brzydki jak ryba kleks? Swoją drogą widzieliście, jak ona wygląda? Jeżeli nie, to zapraszam was do kolejnego odcinka złotej 7! Najbrzydsze zwierzęta świata. 7 najbrzydszych zwierząt na świecie Jeśli nie masz czasu przeczytać całego artykułu, zapraszam na video-relacje w pigułce. SPODOBAŁO SIĘ ?!? 7. Guziec […] Nic nie wskazywało, że Lizzie Velasquez urodzi się z tak poważnym schorzeniem. Ciąża jej matki przebiegała prawidłowo, beż żadnych komplikacji. Kiedy jednak lekarze zobaczyli Lizzie zaraz po porodzie, obawiali się pokazać ją kobiecie, która ją urodziła. Na początku nikt nie wiedział, co dolega dziewczynce. Przez lata była szykanowana, wytykana palcami, potępiana za swój odbiegający od kanonów piękna wygląd. Ona jednak udowodniła, że wygląd nie jest najważniejszy, a w życiu można osiągnąć wszystko o czym tylko się marzy. Założyła kanał na Youtubie, a także została aktywistką działającą na rzecz zapobiegania przemocy w szkołach. Poznajcie zatem niezwykła historię Lizzie Velasquez! Zobacz także: Urodził się bez rąk i nóg. Matka po porodzie krzyczała: "Zabierzcie TO ode mnie". Dziś Nick Vujicic inspiruje miliony! Lizzie Velasquez - niezwykła kobieta, która udowodniła, że to nie wygląd jest w życiu najważniejszy 13 marca 1989 przyszła na świat malutka dziewczynka, która swoim wyglądem zdecydowanie odbiegała od innych niemowlaków. Wygląd Lizzie zszokował nawet lekarzy, którzy byli przerażeni, że muszą pokazać ją matce - bali się jej reakcji. Postanowili zrobić dziewczynce zdjęcie, aby kobieta mogła stopniowo przyzwyczaić się do widoku swojej córki. Na szczęście mama Lizzie jak również jej tata nie przestraszyli się jej, a wręcz przeciwnie. Pomimo iż ich dziecko nie wyglądało jak inne maluchy, od razu ją pokochali i cieszyli się, że właśnie powitali nowego członka rodziny. Lekarze długo nie wiedzieli dlaczego Lizzie jest taka malutka i "inna". Na początku nikt nie był w stanie postawić trafnej diagnozy. Jak się okazało, jej choroba jest niezwykle rzadka - to syndrom Marfanoid-progeroid-lipodystrofia. Jest to wada genetyczna, która uniemożliwia gromadzenie tkanki tłuszczowej i przybieranie na wadze. Chociaż je nawet 8 tysięcy kalorii dziennie, Lizzie waży obecnie około 26 kilogramów! Dziewczyna nie widzi również na jedno oko. Jej twarz jest znacząco zdeformowana. Nigdy nie ważyłam więcej niż 30 kilogramów. Kiedy byłam na studiach chowałam ogromny pojemnik [...] z ciastkami Twinkies, pączkami, czipsami i Skittelsami - mówi Lizzie. Wygląd Lizzie od początku był pewną barierą. Brak pewności siebie, naśmiewanie się i szykanowanie przez rówieśników w szkole, wytykanie palcami na ulicy... Jej choroba przysporzyła wielu nieprzyjemnych sytuacji i chociaż ona sama bardzo chciała, aby wszyscy traktowali ją jak zdrową osobę, to niestety tak nie było przez wiele lat. Jej dzieciństwo było nieustanną tułaczką po szpitalach i specjalistach. Dziewczyna przeszła kilkanaście operacji i setki badań, jednak nikt nie wiedział, jak można jej pomóc. Ale to nie choroba sprawiała jej największy ból, a obelgi przepełnione nienawiścią i pogardą, których doświadczała przez lata. Uznana "najbrzydszą kobietą świata" Lata mijały, a szykany nie ustawały. Kiedy Lizzie była już nastolatką stało się coś, co nigdy nie powinno się wydarzyć. Pewnego dnia, gdy dziewczyna chciała posłuchać muzyki natrafiła na film w serwisie Youtube - o niej samej! Tam okrzyknięto ją "najbrzydszą kobietą świata", a film w tamtym momencie obejrzało ponad 4 miliony ludzi! Jednak nie to było najgorsze, a komentarze, które pojawiły się pod nagraniem. Tysiące obelg, wyzwisk i przepełnionych nienawiścią wpisów zadały jej cios w samo serce. To nie choroba ją niszczyła, tylko ludzie. Dziewczyna długo nie mogła zrozumieć, dlaczego jej wygląd wywołuje taką nienawiść do jej osoby. Była w coraz gorszym stanie psychicznym. Punkt zwrotny w jej życiu Po latach cierpienia postanowiła udowodnić, że to nie wygląd jest w życiu najważniejszy! Chciała, aby ludzie zaczęli doceniać ją za życiowe osiągnięcia. Postanowiła założyć kanał w serwisie Youtube nie po to, aby podbić świat social mediów, ale po to, aby ktoś w końcu jej wysłuchał. Z tygodnia na tydzień z Lizzie zostawało coraz więcej subskrybentów i w końcu pojawiły się głosy zachwytu, a nie obelgi i wyzwiska! Ludzie z podziwem zaczęli patrzeć na dziewczynę, która pomimo tak trudnego życia ma w sobie tyle ciepła i pasji. Obserwatorzy kochają ją za jej życiowy optymizm i radość z życia. Lizzie jest teraz dla nich ogromną motywacją! Na kanale Lizzie możemy zobaczyć filmy o różnej tematyce, w tym też motywacyjne przemowy. Nienawiść internautów do Lizzie przerodziła się w miłość! Teraz w komentarzach pod jej filmami pojawiają się wzruszające wpisy, w których obserwatorzy dziękują jej za kolejną dawkę motywacji i optymizmu. Niektórzy dzięki niej znów uwierzyli w siebie - tak jak ona uwierzyła w siebie kilka lat temu. Założenie kanału Youtube naprawdę odmieniło jej życie! Lizzie jest również autorką książek, powstał także film dokumentalny, ukazujący jej życie - "A Brave Heart: The Lizzie Velasquez Story". Teraz to ona pomaga innym - została aktywistką działającą na rzecz zapobiegania przemocy w szkołach, której ona sama przez lata doświadczyła. Jest również znaną mówczynią motywacyjną. Jej niezwykle wzruszającą przemowę podczas konferencji TEDx w 2014 roku obejrzało miliony osób z całego świata. Wtedy też dziewczyna mówiła między innymi, że właśnie ten sceptycyzm ludzi do jej osoby, zmotywował ją do działania. Wypruwałam sobie żyły, a moją motywacją byli ludzie, którzy mówili mi, że nie mogę tego zrobić. Ich sceptycyzm motywował mnie i pozwalał działać. Wykorzystajcie sceptycyzm ludzi, którzy są wokół Was, aby poczuć się lepiej. Gwarantuję Wam, że wygracie. [...] Chciałabym abyście zastanowili się, co Was definiuje. Pamiętajcie! Odwaga zaczyna się tutaj... Lizzie znana jest również z tego, że w jej motywacyjnych przemowach jest mnóstwo dobrego humoru. Sama nawet pozwala sobie żartować ze swojej choroby i podkreśla, że stara się wyciągnąć z niej korzyści. Wiele osób myśli "Lizzie, jak możesz mówić, o korzyściach tej choroby, kiedy widzisz tylko na jedno oko?" Pozwólcie, że powiem, jakie są korzyści, bo są naprawdę ogromne. Noszę jedną soczewkę kontaktową - pół soczewek kontaktowych. Noszę okulary do czytania, zrealizowane na pół recepty. Jeśli ktoś mnie denerwuje, jest niemiły, lepiej niech stanie po mojej prawej stronie. To tak jakby nie było tam nikogo. Nawet nie wiem, że ktoś tam jest. Historia Lizzie jest naprawdę niesamowita i warto brać z niej przykład. Czasami mamy tendencje do narzekania ze swojego wyglądu, życia, pracy... A wystarczy naprawdę tylko trochę chęci i wiary w to, że nasze życie może się odmienić. Tak jak uwierzyła w to i zrobiła to Lizzie Velasquez - mówczyni motywacyjna i Youtuberka! Wygląd to nie wszystko - liczy się to, co mamy w głowie i w sercu! Usain Bolt i Rudolph Ingram, fot. Richard Giles, CC BY-SA Wikimedia Commons/screen Instagram (kolaż) REKLAMA Rudolph Ingram to 7-latek nazywany „najszybszym dzieckiem na świecie”. Chłopiec bije kolejne rekordy i zdobywa medale. Nagrania z jego wyczynami cieszą się w sieci ogromną popularnością. Ingram pochodzi z Florydy. Nagrania z jego biegów zamieszczane są na Instagramie i biją rekordy popularności. Profil 7-latka obserwuje już ponad 300 tys. osób. Chłopiec stał się sławny po tym, jak LeBron James udostępnił filmik. Koszykarz musiał być zachwycony wyczynami sprinterskimi Ingrama. 7-latek swoich kolegów zostawia daleko w tyle, nie tylko na bieżni, lecz także podczas meczów futbolu amerykańskiego. REKLAMA Specjalnością Ingrama są sprinty na 100 metrów. Podczas ostatnich zawodów osiągnął czas 13,48 sekundy, co sprawia, że w swojej kategorii wiekowej jest rekordzistą. „Jestem dumny z tego, że mój syn może być najszybszym siedmiolatkiem na świecie” – napisał ojciec Ingrama. Chłopiec na swoim koncie ma aż 36 medali za występy na bieżni. Jimmy Watson, trener Ingrama, podkreślał, że jego podopieczny jest także obiecującym zawodnikiem futbolu amerykańskiego. – Jest bardzo szybki oraz nieuchwytny. W jednej sekundzie biegnie w drugą stronę, a po chwili zmienia kierunek i biegnie w drugą – mówił w rozmowie z szkoleniowiec. – Nie widziałem, żeby ktokolwiek go złapał, ten dzieciak jest wszechstronnym, świetnym graczem – dodawał. Źródła: REKLAMA

najbrzydsze dziecko na świecie